środa, Grudzień 11, 2019

Sztućce dla dzieci i niemowląt – jakie wybrać?

0
rodzaje sztućców dziecięcych

Aby dziecko nauczyło się jeść samodzielnie, należy nauczyć je posługiwania się sztućcami. Taką naukę, warto rozpocząć jak najwcześniej. Zamianę palców na widelec, czy łyżkę można proponować już kilkumiesięcznym maluchom.

Jakie sztućce wybrać dla najmłodszych dzieci?

Maluchy, które nie ukończyły 2 roku życia mogą posługiwać się sztućcami, ale tylko z bezpiecznych i lekkich materiałów. Najlepsza będzie w tym wypadku żywica termoplastyczna lub plastik. Krawędzie sztućców, którymi mają się posługiwać dzieci zawsze powinny być zaokrąglone i gładkie. Wtedy małe dziecko, nie jest w stanie zrobić sobie krzywdy. Trzonki sztućców, powinny być wyposażone dodatkowo w warstwę antypoślizgową. Dzięki temu maluch będzie trzymał je pewnie w swoich rączkach.

Sztućce dla dzieci i niemowląt

 

 

Wielkość sztućców dziecięcych, powinna być dopasowana do wielkości małej łyżeczki do herbaty. Odpowiedni kształt sztućców dla dzieci, to nie tylko kwestia bezpieczeństwa. Tutaj ma znaczenie również wygoda. Prawidłowo ukształtowana łyżeczka, czy widelec zwiększa ryzyko, że dziecko trafi z pokarmem do buzi. Dla najmłodszych dzieci najlepiej wybierać zestaw, który składa się z łyżki oraz widelca.

Sztućce dla starszych dzieci

Gdy nasz maluch już podrośnie oraz dojdzie do perfekcji, w posługiwaniu się sztućcami plastikowymi. Wtedy można wymienić zestaw sztućców dziecięcych, na taki dla dorosłych. Zestaw dla dorosłych zazwyczaj wykonany jest ze stali nierdzewnej. Podczas wyboru odpowiedniego zestawu, zwróćmy uwagę na długość sztućców. Dla dziecko powinny być krótsze, od standardowych. Tak będzie łatwiej dziecku się przestawić.

Na początku, gdy chcemy zamienić zestaw sztućców. Naukę powinniśmy zacząć od modeli sztućców, które posiadają powłokę antypoślizgową z tworzywa sztucznego.
Waga uchwytu powinna być podobna, do wagi ostrza. Sztućce, które są dobrze wyważone są wygodniejsze w użytkowaniu.

Gdy dziecko, jeszcze się uczy obsługi sztućców dla dorosłych. Zamiast zwykłego noża, możemy dać dziecku nóż do masła. On ułatwi mu krojenie.

Przeczytaj też: https://slowlajf.org.pl/smoczki-do-butelek-ktory-wybrac-do-karmienia/

Ty też jesteś niezaradną żoną?

0
Ty też jesteś niezaradną żoną

Temat znany od lat, poruszany chyba przy każdej możliwej okazji. I nie, nie chodzi mi o układ, że kobieta siedzi z dzieckiem, to nic nie robi i jest darmozjadem.

My podział obowiązków mamy zależny od sytuacji. Raz równy, innym razem z równością nie ma nic wspólnego. Obydwoje pracujemy poza domem i w domu, obydwoje zajmujemy się dziećmi, chociaż to ostatnie mąż więcej, bo dzieci dosłownie na nim wiszą, gdy tylko mają okazję. Teraz jest luz, gdy któreś z nas ma kilka dni wolnego i siedzi w domu,. Dzieci placówkach, więc jest czas na odpoczynek i na pracę w domu, więc to które przyjeżdża do domu z pracy nie musi nic zrobić. No chyb, że kawę dla nas. Kiedyś bywało gorzej. Ale do meritum.

Dostaje wścieklizny macicy, chociaż feministka nie jestem. Ja nie pojmuję, jak mężczyzna może w domu pomagać. Zaprawdę nie ogarniam tego. W czym pomaga? Szafę przenieść, pranie rozwiesić, czy przytrzyma firanę podczas powieszania? Pomaga? Serio? A kim on jest? Domownikiem, czy sąsiadem wezwanym i poproszonym o pomoc? Pomaga? Nie pomaga?

Żalące się panie, ze im mąż nie pomaga. Przecież on nie ma pomagać. On ma uczestniczyć w obowiązkach domowych. Nic mnie tak nie wkurwia, jak tekst, że mąż powinien pomagać żonie w obowiązkach domowych.

Wiecie co zrobić, by już nigdy nie musieć prać? Wystarczy wyprać białe pranie z ciemnym. Wtedy już nigdy prać nie trzeba, bo ktoś to zrobi ans, bo przecież nie umiemy. Jestem ciekawa, czy gdzieś na sali jest jakaś kobieta, która nie miała pracy i w domu nic nie robiła i dziećmi tez się nie zajmowała. zdrowa była. Nie ma prawda? No właśnie. To dlaczego drogie panie mężczyznom na to pozwalacie? By nic nie robił? Nic, kompletnie nic? To nie wina mężczyzn, że nie robią nic poza pracą zawodową. Dlaczego nie mówi się o tym, jak żona mężowi pomaga w domu? Dlaczego?

Wynik z tego, że tylko kobiety są tak głupie, ograniczone i niezaradne, że trzeba im pomagać, bo same nie dadzą rady.

Kiedyś lata temu na jednym z forów użytkowniczka napisał e mąż jej bardzo pomaga, gdy np zmyje naczynia, to ona bardzo go chwali, w nagrodę daje buziaka itd. Strasznie się obraziła, gdy zapytałam, czy ją też mąż chwali i daje buziaka, gdy ona np łazienkę posprząta. Ona się obraziła, a ileś innych użytkowniczek się dziwiło, że niby za co mąż ją ma chwalić? Za posprzątanie łazienki? Serio? Za to te same panie już się nie dziwiły, gdy ona chwaliła męża, za umycie garów. Jemu się należało, bo tak ładnie pomagał. Tego nie potrafi przecież każdy.

Najlepsze jest to, że potem te panie mając dzieci znów uczą tego samego. Córka ma tonę obowiązków, a syn jest całowany po tyłku, jeśli szklankę po sobie do zlewu wstawi. Zawsze mi się wydawało, że obowiązki domowe, to obowiązki domownika. Każdego domownika.

Żeby było śmiesznie, to mężczyzny często pracują również w domu, albo chcą pracować również w domu. Kto im nie pozwala? Wszystko Lepiej Robiące i Wiecznie Po Swoich Facetach Poprawiające Kobiety.

Ale, ale. Mąż pomagający żonie, to taki ewenement, okaz natury i gwiazda. Nic tylko zazdrościć. I tylko ta biedna kobieta taka zahukana, niedojda życiowa, mało zaradna, że trzeba jej pomagać.

Ciemna strona mocy

0
Ciemna strona mocy

Jestem kobietą. Jestem żoną, jestem matką. Mam dwoje dzieci. Tak, dwoje. I kota. Czarnego, żeby było śmiesznie.

Jestem wolną istotą, sama stanowię o sobie. Mam mózg i potrafię myśleć. Jestem człowiekiem, posiadam wolną wolę. Życie składa się z wyborów i ja też chcę mieć wybór. Jak każdy człowiek.

W. Y. B. Ó. R. WYBÓR.

To jest ten moment, gdy wrażliwszy czytelnik może w świętym oburzeniu kliknąć na „x” znajdujący się w górnym, prawym rogu i nie czytać dalej. Ale możne tez zostać. W końcu wybór i wolna wola. Prawda?

Myślałyście kiedyś o aborcji? Po co jest, dlaczego powinna być dozwolona, chociaż w pewnych sytuacjach, jeśli nie po prostu dozwolona? Albo chociaż tak po prostu myślałyście, bez ideologi, tylko o tym, ze istnieje?

Nie ustaliłam sam ze sobą, czy popieram z obostrzeniami, czy bez, totalną dowolność. Sama nie wiem. Jednocześnie wiem, że kobiety nie są na tyle głupie, nie jesteśmy na tyle głupie, by tak poważny zabieg traktować na równi ze zjedzeniem cukierka. Jak słyszę, ze „kobiety będą traktowały aborcję jak środek antykoncepcyjny”, to mnie krew zalewa i przez „ch” pisany strzela.

Tak, mam dzieci, swoje własne. Tak, wiem, co to znaczy czekać na upragnioną ciążę. Z drugiej ręki wiem, co to znaczy czekać na dzieciątko bardzo chore, które będzie miało szczęście, jeśli umrze zaraz po urodzeniu. Miotałam się strasznie będąc gdzieś daleko, bo co powiedzieć rodzicowi, który cierpi strasznie, niewyobrażalnie wręcz. Nie za siebie cierpi, ale za dziecko, które jest chore i samo urodzenie przysporzy dzieciątku jeszcze więcej cierpień. Czy słowa przyniosą ulgę w takiej sytuacji? Zapewne nie…

Wiem, po co są i co znaczą badania prenatalne. I krew mnie zalewa, jak słyszę, ze badania prenatalne są po to, by mieć pretekst do usunięcia ciąży. No ludzie kochani! O operacjach prenatalnych, to nie słyszeli?? Nie? A szkoda, bo w naszym kraju mamy wspaniałych lekarzy, którzy potrafią leczyć dzieci jeszcze nienarodzone. Z powodzeniem leczyć.

Wiecie dlaczego poruszam ten temat?

Mam dwoje dzieci. Mam męża. Mam rodzinę, dużą rodzinę. Mam dla kogo żyć. Ja chcę żyć! Nie planuję więcej dzieci, jednak przez najbliższe piętnaście lat, a może nawet więcej może mi się trafić ciąża. Chciana, bądź nie. Również w tym czasie może mi się trafić śmiertelna choroba, to nawet bardziej pewne, niż ciąża. Ale załóżmy, że trafią się obie. Co wtedy? No właśnie, nie wiadomo, co wtedy…

Nie boję się ciąży i porodu. Boję się chorób i wszystkiego, co się z tym wiąże. Nie chcę umierać tylko dlatego, że lekarz będzie się bał przeprowadzić terapię ratującą moje życie, dlatego, że jestem w ciąży. Juz teraz bywa i tak, ze nawet przy chorobie wymagającej niestety leczenia antybiotykiem lekarz ciężarnej nie chce go przepisać, chociaż wiadomo, że nieleczona choroba jest większym zagrożeniem niż antybiotyk.

Nie chcę umierać tylko dlatego, ze trafiła mi się ciąża pozamaciczna.

Wszyscy pieją o ochronie życia od momentu poczęcia, do naturalnej śmierci. Ok, jestem za, ale każdego życia. Mojego też. Ja tez chciałabym żyć od poczęcia do naturalnej śmierci. Jeśli umrę z powodu choroby, którą było można wyleczyć, ale nikt nie śmiał mi pomóc, bo jestem w ciąży, to nie będzie naturalna śmierć. Co z ochroną życia mojego dziecka? Czyżby ktoś w ferworze swojego wrzasku zapomniał, że jeśli umrze kobieta, to umrze również dziecko, które ona w tym momencie nosi?

Dlaczego z kobiety zgwałconej chce się zrobić na siłę męczennicę i drugi raz karać? Może najpierw podnieśmy kary dla gwałcicieli, a potem pomyślmy o zakazie aborcji ciąży pochodząej z czynu zabronionego.

Dlaczego kobieta, która straciła wyczekaną ciążę ma odpowiadać jako winna tej straty?

Tak, tak, czytałam tekst projektu bla bla. TAK! CZYTAŁAM!

Tekst jest napisany sprytnie. Można go interpretować w dowolny sposób, do każdej interpretacji pasuje. I właśnie w tym tkwi problem. Jeśli by projekt przeszedł w takim kształcie, w jakim jest tez, to niestety każdy lekarz będzie się bał o swój tyłek, a policja będzie wzywana do poronień. Skoro jest możliwa różna interpretacja tego słowa napisanego, to trzeba chronić siebie, prawda?

Jeśli jedno z badań prenatalnych w jakimś procencie jest ryzykowne, bo może powodować przedwczesny poród, to jaki lekarz zdecyduje się je przeprowadzić, skoro przedwczesny poród może oznaczać śmierć dziecka, a przecież w projekcie właśnie za doprowadzenie do śmierci dziecka ma być kara? To samo tyczy operacji prenatalnych, one też niosą za sobą pewne ryzyko, jak każdy zabieg medyczny. Moim zdaniem, albo jest to tekst bardzo źle napisany, albo bardzo sprytnie.

A przy ciąży pozamacicznej, to kiedy jest zagrożenie życia kobiety, które pozwoli na interwencję, która nie będzie karana, jako szkodzenie dziecku poczętemu? W momencie zaistnienia i zdiagnozowani ciąży pozamacicznej, np gdy ciąża jeszcze nie obumarła i się rozwija, czy może dopiero, gdy rozwinie się na tyle, że pęknięcie jajowodu doprowadzi do krwotoku wewnętrznego?

Czytam tekst projektu i posiłkując się nim nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Chyba najważniejsza. Wybór. Jeśli to ja mam ewentualnie ryzykować życiem, jeśli to ja mam umierać, to chcę o tym zdecydować, chce być na to gotowa, a nie postawiona przed faktem dokonanym.

Pamiętacie Agatę Mróz? Ona się poświeciła. Często przeciwnicy aborcji lubią sobie wycierać usta Agatą Mróz. Zapominają o bardzo ważnej rzeczy. Agata miała wybór. To była jej decyzja. Nie lekarzy, nie ustawy, nie księży, nie polityków. Decyzja należała do Niej i w zgodzie ze sobą ja podjęła. Miał wybór.

I o to chodzi.

#czarnyponiedziałek

#blackmonday

#czarnyprotest

To nie walka o możliwość zabijania. To walka o wolność wyboru. Tylko tyle i aż tyle. I jeśli jeszcze raz ktoś mi powie, że ja popieram mordowanie dzieci, to mu strzelę w pysk. Nie, nie z powodu agresji, ale po prostu z bezsilności. Ileż można tłumaczyć, rysować na grafach, wyjaśniać itd

Poza tym, wybór nie oznacza aborcji. Jeśli ktoś tego nie jest w stanie pojąć, to bardzo mi przykro, bo zapewne wielu innych rzeczy pojąc tez nie będzie w stanie…

Przydasie

0
Przydasie

Jak wakacje i urlopy? J zdecydowanie odczuwam ogromny niedosyt dni wolnych i co ważne słońca, ciepła i upałów. Gdzie to lato? Pytam się, gdzie to lato??

My wbiegamy powoli na metę. Nowy miesiąc zastanie nas już u siebie. jeśli żaden termin nie zostanie zawalony, nie będzie niespodziewanych wyjazdów, to najbliższy weekend spędzimy już u siebie, a następny to już na 100%. To dlatego mnie tutaj nie ma. Każdą chwilę poświęcam na pakowanie, szykowanie i ogarnianie nowej przestrzeni życiowej.

W kajeciku mam kilka napisanych artykułów, ale nie mam czasu przepisać ich na komputer, by móc opublikować. Kilka pomysłów odeszło w niebyt, bo zapomniałam o nich, zanim zdarzyłam zanotować.

Córka jest na kolejnych wakacjach, czyli w domu jeden Szkodnik mniej. Niedawno musieliśmy przeprowadzić mały zabieg. W sumie nie wiem, czy chirurgiczny, czy bardziej laryngologiczny. Swoje przeżyła, więc niech odpoczywa z babcią. Syn za to od września idzie do przedszkola. Nie wiem, jak on sobie poradzi. Wcześniej był pod opiekuńczymi skrzydłami cioć ze żłobka, a teraz zostanie rzucony na głęboką wodę. Musi sobie poradzić, ale zapewne będzie ciężko.

Mój urlop minął na załatwianiu samych ważnych spraw, nawet nie zdążyłam mrugnąć i się skończył, a tyle miałam planów…

Wiecie, od kilku dni zaglądam w najgłębsze czeluście szaf. Wyrzucam to, co nie jest już mi potrzebne, a zostawiam to, co się jeszcze może przydać. Tym sposobem właśnie znalazłam moje zeszyty z liceum, oraz jeden z podstawówki. Szok, a przecież do tej konkretnej szafy wprowadzałam się osiem lat temu, po wielkim remoncie. Znalazłam również mój stary plecak na stelażu, plecak, z którym pojechałam na pierwszy obóz harcerski, a miałam wtedy 10 lat 🙂 Takie znalezisko. To już pewnie okaz muzealny. To wszystko to tzw „przydasie”. Jest coś, czego na pewno nie wyrzucę. To moje glany, które już mają 14 lat i nadal są dobre, zresztą w lipcu je odkurzyłam, gdy mieliśmy załamanie pogody. Sprzątając wczoraj miałam wrażenie, że w workach na śmieci znikło pół mojego życia. Każda rzecz, nawet śmieć, to ogrom wspomnień.

Czy jest tu ktoś, kto nie jest kolekcjonerem przydasi? No? Jest taki ktoś? Nie ma? A może jednak?

Tak, ja zdecydowanie należę do kolekcjonerów. Mam schowane w sekretnym miejscu ubrania moich dzieci, w których zostały zabrane ze szpitala, po urodzeniu. Ubranka od chrztu i ich pierwsze kocyki. teraz do kolekcji dołączył pierwszy ząb, który zgubiła córka. Tak, tak, jesteśmy na etapie gubienia pierwszych zębów i mamy w domu szczerbolka. Oczywiście Wróżka Zębuszka się pojawiła, bo pojawić się musiała. Córka zapakowała ząb do koperty i napisała list do wróżki. Była zachwycona, gdy dostała piątaka i odpowiedz na swój list. Wróżka się spisała. Teraz rusza się kolejny ząbek. Coś czuję, że w najbliższym czasie Wróżka Zębuszka będzie u nas częstym gościem.

Porozmawiajmy o związkach

0
Porozmawiajmy o związkach

Ostatnio gdzie się nie oglądam słyszę, że ktoś się rozwodzi. Ktoś ma faceta na boku, chociaż w domu kochający mąż i dwoje małych dzieci. Komuś dopiero się dziecko miesiąc temu urodziło, a już ma jakąś laskę na boku i to nie jedną. Ktoś inny pojechał dawno temu w delegację, dawno temu wrócił, a teraz wychodzą na jaw delegacyjne podboje miłosne… Co jakiś czas pracy grucha wiadomość, że ktoś tam się rozwodzi, bo pojawił się w związku ktoś trzeci.

Początek końca

0
Początek końca

Od samego początku czekałam na malowanie ścian i potem przeprowadzkę. Im bliżej przeprowadzki, tym bardziej mnie to przeraża.

Jesteśmy na etapie kończenia podłóg. Został jeden pokój do zrobienia i garderoba. Garderoba malutka, więc ok 3 godzin i będzie gotowe.

Ostatnio pracowaliśmy zespołowo. Mąż kładł podłogi, jak kończył jedno pomieszczenie szedł do innego, a do tego skończonego wchodziłam ja i malowałam ściany. Były już zagruntowane, więc farbą. Dzięki temu na górze mamy do malowania tylko maleńki korytarz i klatkę schodową, pewnie zrobię to po weekendzie. Za to na dole, o nic tylko siąść i płakać.

Pokój bez podłogi. Najpierw trzeba go posprzątać, potem zrobić podłogę. Później trzeba w tym pokoju i salonie zagruntować ściany, dopiero potem możne wejść na obiekt malarz, czyli ja 🙂

Siedzę, czekam, przytupuję i tak jeszcze sobie poczekam, bo jak jest praca zawodowa, to budowa musi poczekać. Roboty nam tam zostało na góra 2 tygodnie, ale nie ma czasu. Nawet okien na dole umyć nie mogę, bo już się nauczyłam, że zachlapania gruntem łatwiej się zmywa z brudnych okien, niż z czystych. Kuchnia gotowa, czeka na montowanie mebli.

Niby teraz mi się nie spieszy, ale… No właśnie, ALE. Chciałabym już, teraz, natychmiast. Szafy dla dzieciaków już pomalowane złożone, komody też. Normalnie prawie stepuję przy drzwiach i wcale mnie nie przeraża, że przed domem nic nie jest zrobione, ze przy takim deszczu jak dzisiaj, będziemy po pas tonąć w błocie. I nie ważne, że pewnie pod koniec lipca dopiero obudują nam schody. Bez drewna na schodach da się żyć 🙂

Podejrzewam, że takim trybem zejdzie nam do mojego urlopu na końcu lipca, ale przynajmniej w spokoju przeniesiemy graty. To będzie chyba najgorsza cześć projektu „Budowa”.

I powiem Wam, że strasznie mocno serce drga, gdy pomalujesz ściany na kolor szaro- beżowy i malując ostatnią ścianę na ognisty róż chlapniesz trochę na ta jasną. Na szczęście chwile później przypominasz sobie, że farba niby plamoodporna i zmywalna. I ta ulga, gdy okazuje się, że faktycznie taka jest 🙂

Ps. chyba wróciłam.

Edukować, czy nie?

0
Edukować, czy nie

W naszym kraju, a właściwie głownie w mediach i na forach trwa wielka burza, albowiem w najbliższym czasie być może wniesiony zostanie u nas w kraju całkowity zakaz aborcji, a pod tym szyldem również zakaz badań prenatalnych, a co gorsza kary dla kobiet, które miały nieszczęście poronić ciąże. Dla mnie to dramat, tragedia i ogólnie zastanawiam się, w jakim świecie ja żyję, ale nie o tym dzisiaj chciałam.

Chciałam o edukacji. Miałam okazję wypowiadać się na temat rzeczonej ustawy na jednej z blogowych stron. Nie było pyskówek, ani strzelania do siebie, ale jednocześnie byłam zszokowana podejściem do życia niektórych ludzi. A właściwie ich podejściem do edukacji. Mam na myśli edukację seksualną. Zastanawiam się, czy to tylko tak u nas jest, czy w innych krajach podobnie, a nie mam okazji tego zweryfikować. Dlaczego dorośli ludzie na dźwięk słów „edukacja seksualna” mają przed oczami penisa, cipkę i bzykającą się parę? Dlaczego? Czy ktoś jest mi w stanie to wytłumaczyć? Ktokolwiek? Kiedyś lata temu naiwnie myślałam, że jeden z posłów będący za zakazem edukacji seksualnej w szkołach, bo wg niego miały być omawiane seksualne pozycje, po prostu nie ma mózgu, rozumu, albo ma i nie potrafi używać. Dlaczego ludziom dorosłym edukacja seksualna kojarzy się tylko i wyłącznie ze stosunkiem? Dlaczego?

Osoba, z którą dyskutowałam zaciekle broniła swojego twierdzenia, że edukacja seksualna w przedszkolach to zło, bo nie można tak małych dzieci uczyć o narządach rozrodczych. Dlaczego? Przecież każdy przedszkolak wie czym sika i dlaczego np. Emilka ma to samo, a Jasiu coś innego. Przecież wiedzą, jak wyglądają rodzice i czym się rożni chłopiec od dziewczynki. Nie rozumiem dlaczego tak trudno pojąć, że wiedza przekazywana na takich zajęciach by była dostosowana do wieku dziecka,a informacje do tego, czego dziecko w tym wieku chce się dowiedzieć i jednocześnie stosowne do stopnia rozwoju przedszkolaka. Pięciolatkowi nikt nie pokaże prezerwatywy i nie będzie uczył na bananie jak ją zakładać.

Ja nawet tak pisałam, jak wyobrażam sobie takie zajęcia, że można w ramach tych lekcji wytłumaczyć dzieciom pojęcie złego dotyku. Uważam, że to bardzo ważny temat, szczególnie dla dzieci w tym wieku. Przecież to idealny temat na takich zajęciach, a jeśli chodzi o inne sprawy, to dzieciom w tym wieku wystarczy wiedza, że dziecko było w brzuchu mamy i tyle.

W szkołach to już inna para kaloszy. Większy zakres wiedzy i to takiej hmm… ze sfery uznawanej przez wielu ludzi za intymna, albo wręcz tabu. Uważam, że każdy ma prawo do edukacji również seksualnej i w szkole powinna ona byc obowiązkowa. W podstawówce, w gimnazjum i w szkołach średnich. Niezależna od zgody rodziców. Z całym szacunkiem, ale jak słyszę teksty, że ktoś nie wyraził zgody na udział swojego dziecka w tych lekcjach, bo sam mu wszystko lepiej wytłumaczy, to śmiać mi się chce, bo akut=rat znam te osoby i mogę się założyć, że ani jedno sowo w domu na ten temat nie pada. wilki temat tabu w wielu polskich domach, jeśli nie w większości. A potem są zabawy w słoneczko, informacje czerpane z sieci, od koleżanek i z różnych gazetek. Co druga informacja to jedna wielka bzdura, a potem są takie kwiatki jak czternastolatka w ciąży, której nikt nie chce pomóc, a każdy ocenia, albo choroby weneryczne. I co? I to jest lepsze od nauczenia o wszystkim co i jak? By było lepiej, bezpieczniej?

Skąd ten wstyd u dorosłych? Skąd ta hipokryzja?

Halo ludzie! Wy TO przecież robicie, macie dzieci, stąd wiem, że robicie. Pozwólcie nauczyć swoje dzieci jak mają TO zrozumieć, obłaskawić temat, wreszcie pozwólcie się im nauczyć, jak mają TO robić bezpiecznie. Ie oszukujmy sie, ale młodzież będzie uprawiać seks, czy nam się to podoba, czy nie. Milcząc na ten „zakazany” temat nie sprawicie, że nie podejmą życia seksualnego, Jak dzieci będą chciały, to będą współżyć. Poza tym jakie dzieci? Nastolatki, a nawet osoby pełnoletnie. Macie szanse nauczyć jak mogą to robić bezpiecznie. Prócz tego istnieje szansa, że po takich lekcjach rzetelnie przeprowadzonych zajęciach, (bez gadania, że od masturbacji rosną włosy we wnętrzu dłoni) w głowach im sporo zostanie i być może dzięki temu będą myśleć, zanim wskoczą komuś do łóżka i być może ten skok nastąpi później, niż wcześniej.