Mało mnie tu ostatnio. Z  wielu powodów. Kilka spraw rodzinnych sprawiło, że brak weny pojawił się i nie chce odejść. Pomysłów sporo, ale brak motywacji do pisania. Tego nie przeskoczę. Brak snu. Co z tego, że śpię, skoro budzę się bardziej zmęczona, niż zasypiam.

Byle do środy.

Za kilka dni pierwszy czerwca. Mój mąż stwierdził, że w czerwcu tego roku się przeprowadzimy do naszego domu. Podłoga się kładzie, ściany malują. Mamy podłogę w 3 pokojach i z tego dwa są pomalowane. Gabinet będzie się robił, potem jeszcze pokój na dole i meta. Łazienki gotowe, więc nadejdzie czas na skręcanie mebli kuchennych, które chyba od grudnia czekają na swój dzień.

Pomalowałam dzieciom komody, fronty szuflad, Teściowa zaplanowała firanki i zasłony i kapy na łóżka. Ma kobieta gust i pomysły w tej materii, więc działa na moją prośbę.

Tak na prawdę nie wiem, kiedy się przeprowadzimy. Nie wiem, czy to będzie 14 czerwca, czy może 29. A może to nie będzie czerwiec? Tego tez nie wiem. Właściwie to bez znaczenia na dzień dzisiejszy. Prawda taka, że nawet nie chce mi się tam pojechać, by umyć pozostałe okna, by posprzątać w salonie, by móc w nim pomalować ściany. Nic mi się nie chce. Wszystko dlatego, że teraz nie ma dla mnie większego znaczenia, kiedy nastąpi wielki finał i komisyjne pakowanie dobytku.

Córka ma anginę, ominą ją dwa przedszkolne festyny, a ja będę dzięki temu przez ponad tydzień siedzieć w domu, bo mam tzw opiekę. Oczywiście ze zdechłego dziecka zrobiła się kwitnąca pięciolatka już po pierwszej dawce antybiotyku.

Wiecie, to wszystko takie pierdoły są. W środę cieszyłam się z kolejnej pomalowanej ściany, klęłam, że w sypialni farba nie pokryła idealnie i będę musiała malować jeszcze raz i  jednocześnie cieszyłam się z frontu szuflad, które pomalowałam na niebiesko. Dzisiaj kupiłam sobie czarną sukienkę i zastanawiam się co dalej, bo dzisiaj też okazało się, że o nie film, ale rzeczywistość, a przecież wczoraj kładłam się z spać z nadzieją, że to się nie dzieje.

Najśmieszniejsze, że miałam napisać tylko jedno zdanie, a mam wrażenie, że im dłużej będę pisać, tym dłużej nie będę musiała napisać tego, co chciałam. Wczoraj jak dzwoniłam do rodziców męża, to koniecznie z myślą, że w końcu musi nastąpić moment, gdy powiem to wszystko głośno. To mąż chciał dzwonić, martwi się i w ogóle… ale dzwoniłam ja. To po prostu musiałam być ja. Kiedyś i tak by nadszedł ten moment, że bym musiała powiedzieć to zdanie głośno, napisać komuś, cokolwiek. Przez telefon łatwiej. Napisać też łatwiej. Tak myślałam, ale wcale tak nie jest. A dzisiaj gapię się na szafę pełną ciuchów, których nikt już nigdy nie ubierze i wcale nie mam ochoty trzymać pionu, być silna i udawać, że daję radę. Nie daje, nie trzymam się i nie jest ok.

Wczoraj mój tata umarł.

 

  • Paulina Witajewska

    😞 nic więcej nie potrafię napisać, może to że masz prawo do bycia słabą do płaczu. Masz prawo bo to taki moment w naszym życiu którego tak naprawdę nikt nie chce przeżyć i nie wyobraża sobie jak to bedzie dalej…. Jest mi bardzo przykro …. Pw

  • Przykro mi bardzo

  • Danuta J.

    Kochana nic nie napisze, bo wiem, że słowa w takiej sytuacji nie wiele pomagają, pamiętam jak mnie drażniły takie słowa jak zmarł mój tata……przytulam i strasznie mi przykro…

  • Brak słów….. TULĘ!!!!

  • Nie musisz być silna, usiądź i płacz masz do tego prawo <3

  • Czerwona

    Nie potrafię sobie wyobrazić, co czujesz… Ja po czymś takim byłabym non stop na dragach chyba. Ten rok jest jakiś przeklęty… Bardzo mocno Cię wspieram i przytulam, wiem, że na niewiele się to zda i musisz to sama przepracować, ale pamiętaj, że jesteśmy tu wszyscy z Tobą.

  • Bardzo mi przykro 🙁 Dużo sił :*