wybawienie, czy przekleństwo?

Każdy kto ma chociaż jedno dziecko w domu posiada miejsce, szafę, karton, ogromne pudło, w którym są dziecięce skarby, czyli zabawki.  Zapewne ogromna większość to te darowane, prezenty z rożnych okazji, albo darowane bez okazji. Grunt, że są. Po czym poznać, że darczyńca nie posiada dzieci, albo, że dzieci darczyńcy mają zdecydowanie więcej niż dziesięć lat? No po czym? Tak! Brawo, po stopniu głośności danej zabawki i stopniu upierdliwości dźwięku, jaki ona wydaje.
Są takie dni, kiedy mój syn za nic nie chce ani chwili się pobawić sam. Chodzi po domu, marudzi, jęczy, skrzeczy, płacze o wszystko, łącznie z tym, że płacze, a wcale nie chciał. Są również takie dni ( na szczęście w miarę często), kiedy pięknie bawi się sam i wręcz nie ma ochoty na moje towarzystwo w zabawie.
Jest jeszcze trzecia odsłona humorów mojego dziecka. Dni, kiedy chłopak bawi się sam. Pięknie się bawi sam. Nie oczekuje towarzystwa w zabawie, wręcz go nie chce. To takie dni, gdy walczą w moim wnętrzu dwie siły, dwa odczucia. To takie dni gdy nie wiem, czy mam się cieszyć, czy może płakać. Wszystko dlatego, że są to dni głośnej, zabawki. Mój syn bawi się sam, chętnie, cały dzień. Bez marudzenia, bez wieszania się na mnie, bez płaczu-bez-powodu-jasnego, bez fochów. wspaniale się bawi. Grającą zabawką. Zabawką, która wydaje z siebie dźwięk. Głośny. Dźwięk, który jest miły dla ucha, melodyjny, przyjemny, po jakimś czasie staje się straszny, znienawidzony i powoduje agresje wymierzoną w zabawkę. Człowiek ma ochotę wyrzucić przez okno, zepsuć, spalić, rzucić o ścianę, albo przywalić czymś ciężkim. oczywiście w zabawkę. Ale tego nie robi. Nie robi dlatego, że gdy nadejdą dni focha, płaczu nie-wiadomo-o-co, to ta zabawka znów będzie ratowała dzień. Wszystko byle nie słuchać wycia cały dzień.
Czasami się zastanawiam czy producenci zabawek mają satysfakcje, gdy zmontują taką, która gra wyjątkowo głośno? Chociaż głośność to nie jest jakaś tragedia, są sposoby, by wyciszyć. Gorzej, gdy zabawce słoń nadepnął na ucho i dźwięki jakie z siebie wydaje są dalekie od miłych dla ucha, a kocia muzyka, to przy nich najwspanialszy koncert.
Aby zreformować członków rodziny, to często, gdy dzieci szły do nich w odwiedziny, pakowałam właśnie te grające zabawki, by każdy zobaczył jaka to wspaniała rzecz. Dziwnym trafem skończyły się takie podarunki. Nie mam bladego pojęcia dlaczego 🙂
  • To prawda. Skąd to znam? Takie dźwięki są do zniesienia przez chwilę, ale nie caluuutki dzionek. Wtedy to idzie oszaleć, prawda? Ale przecież dziecko bawi się samo…

    (http://delikatnamateria.blogspot.com/)

  • Nawet wizja spokoju i możliwości zrobienia tysiąca rzeczy w domu, bo dziecko samo się bawi, nie sprawia, że jestem chętna słuchać tych dźwięków bez końca 🙂

  • Wiesz, moja córka tak mało bawi się sama……ma juz 6lat , a wciąż oczekuje naszego zaangażowania 🙁 lubie cieszę, ale cieszyłabym się gdyby częściej sama soba się zajęła!

  • To chyba kwestia wieku. Tak mi się wydaje. Moja czterolatka pięknie umie się bawić sama, ale coraz częściej nas zaprasza do zabawy.

  • Ja jestem już poziom wyżej i takie wspaniałe dźwięki zwyczajnie ignoruję 😉 Nauczyłam się żyć pomiędzy nimi 🙂

  • Mistrzu!!! 🙂

  • Z zabawkami ma się sprawa tak. Jedne chowasz głęboko, drugie wyjmujesz. I tak co jakiś czas.

  • Pamiętam kiedy na urodziny córki kuzynki kupiłam elektryczne mini organki z wgranymi różnymi piosenkami np. Majki Jeżowskiej. Strasznie byłam z siebie zadowolona i nie rozumiałam o co chodzi mojej kuzynce kiedy spojrzała na mnie ta jak by mnie chciała zabić na miejscu, he, he:)))). Ale teraz już wiem, że nie należy kupować dziecku nic, co wydaje dźwięki;).

  • Haha ja też tak kiedyś robiłam i byłam z siebie dumna, że piękny i miły dźwięk dla ucha ma zabawka. Nie zdawałam sobie sprawy, że piękny i miły jest tylko przez chwilę 🙂

  • To wiadomo, jednak dźwięk to dźwięk i w pewnym momencie nie ma znaczenia, jtmpa zabawka gra 🙂

  • gin

    Nie mam dzieci, ale moja najlepsza koleżanka ma dwójkę maluchów. Nigdy nie kupuję grających zabawek. Można zwariować!

  • delikatnie mówiąc. Można dostać szału i pomieszania zmysłow 🙂